wtorek, 21 października 2014

KALENDARZ.

"Wszystkie przedmioty, których używamy, zostały kiedyś przez kogoś zaprojektowane. Ktoś (projektant) wymyślił, jak powinna wyglądać łyżka, by nie tylko dobrze się nią jadło, lecz także by ładnie wyglądała - by jej używanie sprawiało przyjemność. Projekt przedmiotu codziennego użytku to jego dizajn. Projektuje się wszystko, również domy, programy komputerowe, znaki graficzne czy czcionki, a nawet usługi."

[ze wstępu do kalendarza "Czy naprawdę wszystko trzeba zaprojektować?", który przyjechał z nami do domu z Łódzkiego Festiwalu Dizajnu.]

Chcecie zajrzeć do środka?
Zapraszam!



Także teraz w pokoju moich dziewczyn wisi nowy, dobrze zaprojektowany kalendarz. Ja natomiast mam swój MamyKalendarz. A Wy? Co znajdę na Waszych ścianach?

Tytuł: Czy naprawdę wszystko trzeba zaprojektować?
Tekst:EWA SOLARZ/ KATARZYNA KŁOSINSKA
Ilustracje:PAWEŁ JONCA
Koncepcja i realizacja: ŁÓDŹ DESIGN FESTIVAL
Rok wydania: 2014

piątek, 17 października 2014

D.E.S.I.G.N.

W ostatni weekend wybraliśmy się z dzieciakami do Łodzi.

Uściślając! Zaciągnęłam swoją rodzinę do tego trzeciego, co do wielkości miasta w Polsce, żeby odwiedzić trwający właśnie Łódź Design Festival.




Zabierając ze sobą trójkę dzieci, w wieku od roku do sześciu, powinnam liczyć się z tym, że niewiele zobaczę....i tak też się stało.
Nie zobaczyłam wiele, ale jak zwykle udało mi się wychwycić kilka ciekawych nowości, posłuchać interesującego wykładu i pozarażać swoje dzieci.

Pozarażać? Czym?
Pasją oczywiście!

Bo ja po prostu uważam, że pasję warto mieć. Nic nas tak w życiu nie rozwinie, nie zmobilizuje do działania, nie ubogaci - jak pasja.
Każda. Byleby nasza, własna, wyjątkowa.
Bo wcale nie jest powiedziane, że moja pasja będzie też pasją moich dzieci, prawda?
Helka na przykład ma w planach bycie "panią od koni", Ewka lubi jeść i próbować nowych smaków, a Mania... hmmm... póki co lubi chodzić i ssać.

Wracając jednak do Łodzi i sedna sprawy. Podczas festiwalu dzieciaki mogły otrzymać kalendarze ścienne zaprojektowane specjalnie dla nich. W tym roku (to już 3 raz!) kalendarz odpowiadał na pytanie: "Czy naprawdę wszystko trzeba zaprojektować?" i był wspólnym dziełem Katarzyny Kłosińskiej, rysownika Pawła Jońcy oraz Ewy Solarz - autorki pierwszej w Polsce książki o dizajnie dla dzieci.

A jaka to książka? - spytacie.

"D.E.S.I.G.N."- odpowiem.



I to właśnie o niej chcę Wam dzisiaj opowiedzieć w ramach kolejnej odsłony "Przygody z książką".

Od lat pasjonuje mnie dizajn, wzornictwo przemysłowe, architektura… szeroko pojęte projektowanie. Od lat kupuję też książki związane z tym tematem, a od lat sześciu również książki dla dzieci.

"D.E.S.I.G.N." był jedną z pierwszych książek, które stanęły na półce małej Helenki (tuż obok "D.O.M.K.U." {KLIK}) i choć od tamtej chwili minęło już trochę czasu, nadal inspiruje.

Jak sam o sobie "mówi" jest: „domowym elementarzem sprzętów i gratów niecodziennych”. Elementarzem dla dużych i małych. Dla koneserów i dla początkujących. Łagodnie, przystępnie i w zabawny sposób wprowadza nas w świat rzeczy zaprojektowanych.



Zamiast przedstawiać suche fakty, opowie nam raczej o zakochanym projektancie czy smacznym mleku kokosowym.
Znajdzie się też jednak miejsce na szczegółową legendę, z której dowiemy się kto i kiedy przedmiot zaprojektował, z czego został wykonany oraz do czego ma służyć.




Uwierzcie mi, nie trzeba być znawcą, żeby sięgnąć z dziećmi po „D.E.S.I.G.N”.

A jakie korzyści płyną z posiadania tej książki w domu?

+ proponuję zacząć od oglądania, a nie od czytania. Niech dzieciaki same zgadną do czego służy dany przedmiot. A jeśli przy okazji znajdą dla niego nowe zastosowanie, to nawet lepiej!

+ rozejrzyjcie się dookoła i znajdźcie przedmiot, który zmienicie w dizajnerski obiekt. Czy jabłko - powiększone 10 razy - byłoby dobrym stołkiem? … a może raczej stolikiem nocnym…? albo lampą?

+ a może "wzorując" się na portretach projektantów, stworzonych przez p. Mizielińskich, spróbujecie wykonać portrety członków Waszej rodziny? Babcia i Dziadek będą zachwyceni! Gwarantuję!

+ jeśli tak jak my lubicie odwiedzać miejsca, w których przedmioty z książki można znaleźć na żywo, zróbcie to! Nic tak nie przekona sceptyków "dizajnerskich fanaberii" jak kontakt oko w oko np. ze stołkiem PLOPP Oskara Zięty.



stołek PLOPP w książce D.E.S.I.G.N.
i...
stołek PLOPP na żywo! Piękny, prawda?



+ największą, niekwestionowaną korzyścią z posiadania tej książki jest wiedza. Wiedza i świadomość, że trzeba rzecz zaprojektować żeby była wygodna i piękna. Że przedmioty, których używamy na codzień nie muszą być nudne. Że ludzka wyobraźnia nie zna granic.



Bardzo jestem ciekawa jakie jest Wasze podejście do DIZAJNU.
Uważacie go za zbędną fanaberię? Doceniacie pracę twórców? Otaczacie się nim na co dzień? A może w ogóle nie "zaprzątacie sobie nim głowy"?

Pozdrawiam wszystkich czytających i zapraszam do moich koleżanek z projektu "Przygody z książką". {KLIK!}
ach!

Tytuł: D.E.S.I.G.N.
Tekst:EWA SOLARZ
Ilustracje:ALEKSANDRA I DANIEL MIZIELIŃSCY
Wydawnictwo: DWIE SIOSTRY
Rok wydania: 2010

środa, 1 października 2014

Z DZIAŁKI, Z LASU I TAKIE TAM.

Jesień. Czas przetworów i zamykania lata w słoikach.

Przetwarzacie? Ja, przyznam się Wam w sekrecie, że w tym roku robiłam przetwory po raz pierwszy.
Wiecie, rozumiecie… jak miałam jedno lub dwoje dzieci, to nie miałam na to czasu. Przywoziłam przetwory od mamy i teściowej i… grała muzyka!

W tym roku jednak poczułam zew. Zew przetwarzania!

Zrobiłam passatę pomidorową. Dużo passaty, bo pomidory pochłaniamy w wielkich ilościach. Zrobiłam też mus z jabłek, soki z malin i syrop z owoców czarnego bzu. Na tyle starczyło mi czasu i sił (głównie do przytrzymywania Mańki na mojej nogawce, podczas gdy ja zagotowuję albo przecieram!).

Ale za rok… Za rok to ja się dopiero rozbujam.

I swoje dziewczyny w to włączę! Uwielbiają pomagać w kuchni. Tym razem też trochę pomagały. Póki, co jednak dorzucamy do ognia w kominku i przeglądamy książkę, planując nasze przyszłoroczne przetwory.

A jaka to książka? - spytacie.

"Z działki, z lasu i takie tam"- odpowiem.






Wymyśliła ją, napisała i zilustrowała Agata Królak. Młoda, zdolna, piękna. Ta od „Różnimisiów” i „Robimisiów”. Znacie? Nie? To poznajcie koniecznie! {KLIK!}

Książka „Z działki, z lasu i takie tam” to pięknie wydana i cudownie zilustrowana pozycja. Pełna domowych przepisów na przetwory do zagryzania i do picia, do smarowania, a nawet do popicia.
Autorka nie używa w niej tradycyjnych czcionek drukarskich. Wszystkie receptury zostały spisane ręcznie. Każdy przepis ilustruje kolaż. A to wszystko na klimatycznym pięknym "szarym" papierze i w kolorach jesieni.





Dlaczego piszę o tej książce właśnie dziś, przy okazji rozpoczęcia projektu "Przygody z książką"?

Piszę, bo stała się dla mnie źródłem wielu pomysłów na zabawę z moimi dziewczynami.
Może i Was zainspiruje?

Oto moje propozycje.

+ Stwórzmy własne „zeszyty z przepisami”. Wystarczy zwykły zeszyt z czystymi kartkami, ołówek/długopis, kilka kredek, klej i papier z kolorowych magazynów. „Naśladujemy” styl Agaty Królak i dodajemy przepis na naszą ulubioną rodzinną pizzę!

+ Opowiedzmy naszym dzieciom o naszych ulubionych przetworach z dzieciństwa. Poza cudownymi smakami śliwek węgierek w konfiturze, nad naszymi głowami unosić się będą zapewne duchy naszych ukochanych babć, prababek i ciotek. A może trafi się też jakiś stryjek ze swoją pigwówką?

+ Gotujmy razem! Wybierzmy przepis, który wydaje się być najciekawszy i zamknijmy go w słoiku.

+ Zorganizujmy „Bitwę na kiszone ogórki”! Czy w Waszych domach też zdania są podzielone? Które ogórki lepsze? Mamy, Teściowej czy cioci Alberci? Dajmy je dzieciom do spróbowania. Niech rozstrzygną!




I jak?
Zainspirowani?
Pozdrawiam wszystkich czytających i zapraszam do moich koleżanek z projektu "Przygody z książką". {KLIK!}
ach!

Tytuł: Z DZIAŁKI, Z LASU I TAKIE TAM
Tekst:AGATA KRÓLAK
Ilustracje:AGATA KRÓLAK
Wydawnictwo: DWIE SIOSTRY
Rok wydania: 2013


poniedziałek, 29 września 2014

LOKALNIE.

Ostatnie dni były wyjątkowo piękne.
Złota polska jesień w najlepszym wydaniu!

Weekend spędzaliśmy „u dziadków” w mojej i Pana Męża rodzinnej miejscowości.
I tam właśnie postanowiłam urządzić moim dziewczynom rozgrzewkę z „Dziecka na warsztat”.

WARSZTAT NR 1 czyli… LOKALNIE.

Bywam przewrotna. Od razu wiedziałam, że nie będzie to opowieść o wsi, w której mieszkamy. Choć lasy mamy piękne. I dolinę rzeki… Można by snuć długie opowieści i pokazać urocze miejsca.
Postanowiłam jednak opowiedzieć moim dziewczynom o tzw. produktach LOKALNYCH, które trafiają na nasz stół.

Mąka z małego, prywatnego młyna. Żytnia, pszenna, orkiszowa. O dowolnej grubości zmielenia.
Jaja, które zniosły kury spacerujące po trawie tuż obok domu sąsiadów.
Wędliny, które samodzielnie przygotowują i wędzą moi teściowie.
Przetwory z warzyw i owoców z ogrodu moich rodziców.
I Sery. Od Pani Jagody. Z mleka szczęśliwej krowy.

Drogę powstawania tych serów właśnie, pokazałam moim dzieciom.
W tym celu wybrałyśmy się do gospodarstwa, w którym są przygotowywane, a tam dziewczyny wiele się nauczyły!
+ Poznały krowy, które dają nam mleko i ich dzieciaki, dzięki którym -w zasadzie- to mleko jest produkowane.
+ Dowiedziały się, że krowia dziewczynka to jałówka, a chłopiec to cielak.
+ Obserwowały jak dokarmia się małe krówki mlekiem z wiadra ze... smoczkiem.
+ Powąchały i przyjrzały się miejscu, w którym krowy mieszkają na co dzień.
Punktem kulminacyjnym był moment, w którym wspólnie z gospodynią wyjęłyśmy gotowe sery z wędzarni!




Gospodyni, jak dla mnie Króla Serów, nie zdradziła nam wprawdzie wszystkich tajników swojego fachu, ale poczęstowała nas za to pysznym sokiem a'la Kubuś (z jabłek, marchwi i dyni bez dodatku syropu glukozowo- fruktozowego i płynu do spryskiwaczy!). Zostaliśmy też zaproszeni na degustację serów dojrzewających. Z kminkiem, czosnkiem niedźwiedzim, czarnuszką... eh! Przysmaków nie było końca.
W ogóle przyjęto nas tam cudownie!

Dziewczynki mogły zobaczyć kury. Gdzie mieszkają, gdzie śpią, gdzie znoszą jajka i dokąd wychodzą na spacery.



Niespodzianką nawet dla mnie był fakt, że kura potrzebuje niejako "wzorca" jaja, obok którego znosi kolejne. W tym celu nasi gospodarze podkładają im piłeczki ping-pongowe ;) Sprytne, co?



Poznałyśmy też zbuntowaną mieszkankę kurnika, która co rano przedziera się przez siatkę żeby złożyć jajo w pobliskich zaroślach. Widocznie nie lubi dziewczyna płynąć z prądem ;)



Pisków na widok kotków, kiciusiów, kociaczków i pusiaczczków nie było końca!
I wszystkie chciały wracać z nami do domu!



To był dzień pełen wrażeń i cudowna lekcja na świeżym powietrzu.
Jeśli macie taką możliwość, koniecznie odwiedźcie podobne gospodarstwo. Naprawdę warto! Wrażenia i smaki pozostaną z Wami na zawsze.

BONUS
Jako bonus do warsztatu, korzystając z pięknej pogody, zorganizowałam dzieciakom wyprawę „śladami rodziców”.
Moje dzieci, choć nie mieszkają na co dzień w moim rodzinnym mieście, to jednak czują się w nim jak "lokalsi"
Spędzają tam święta, wakacje i ferie zimowe. Mają tam swoich ukochanych "dziadków" i kuzynów. Swoją przystań.
Postanowiłam więc poprowadzić ich ścieżkami dzieciństwa ich rodziców.
W wyprawie oprócz 6-letniej Heli i 3-latniej Ewy, brała udział 6-letnia psiapsiółka Helenki, którą miałyśmy przyjemność gościć tamtego dnia w domu moich rodziców.
Przygotowując się do wyprawy, wydrukowałam najprostszą mapę z Google Maps, obejmującą interesujące nas miejsca. Teren nie mógł być zbyt rozległy, ponieważ w wyprawie brała udział nasza „kryzysowa” trzylatka.
Postanowiłam oznaczyć cztery miejsca:
- miejsce, w którym mama i tata spotkali się po raz pierwszy (miejski hufiec ZHP hehe),
- najstarszy i najcenniejszy zabytek miasta,
- szkoła, w której uczył się tata (podkreślam „uczył się”, a nie „do której chodził” – PR to podstawa!)
- szkoła, w której uczyła się mama (patrz wyżej)

Dziewczyny z przejęciem śledziły mapę i odhaczały na niej miejsca, które odwiedzałyśmy.
Raźno i z uśmiechem na ustach przemierzały miejskie uliczki.
Dopytywały. Obserwowały. Uczyły się.
Poznawały historię swoich rodziców, a przez to i własną historię.
Nagrodą były lody i gołębie, które latały nad naszymi głowami.






Uff! We did it! Udało się!
Pierwszy warsztat za nami.



Koniecznie zaglądajcie do mojej zakładki {TU} i do innych biorących udział w projekcie - klikając w mapkę poniżej.
ach!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...