Jesień. Czas przetworów i zamykania lata w słoikach.
Przetwarzacie? Ja, przyznam się Wam w sekrecie, że w tym roku robiłam przetwory po raz pierwszy.
Wiecie, rozumiecie… jak miałam jedno lub dwoje dzieci, to nie miałam na to czasu. Przywoziłam przetwory od mamy i teściowej i… grała muzyka!
W tym roku jednak poczułam zew. Zew przetwarzania!
Zrobiłam passatę pomidorową. Dużo passaty, bo pomidory pochłaniamy w wielkich ilościach. Zrobiłam też mus z jabłek, soki z malin i syrop z owoców czarnego bzu. Na tyle starczyło mi czasu i sił (głównie do przytrzymywania Mańki na mojej nogawce, podczas gdy ja zagotowuję albo przecieram!).
Ale za rok… Za rok to ja się dopiero rozbujam.
I swoje dziewczyny w to włączę! Uwielbiają pomagać w kuchni. Tym razem też trochę pomagały. Póki, co jednak dorzucamy do ognia w kominku i przeglądamy książkę, planując nasze przyszłoroczne przetwory.
A jaka to książka? - spytacie.
"Z działki, z lasu i takie tam"- odpowiem.