Dziś będzie MAŁO SŁÓW i DUŻO ZDJĘĆ!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztat. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 listopada 2014
poniedziałek, 24 listopada 2014
środa, 12 listopada 2014
KSIĄŻKA Z PODRÓŻY.
Wszystko zaczęło się od włoskich wakacji z małą Helą.
Pomyślałam, że książka dla dzieci w miejscowym języku będzie dla niej świetną pamiątką z podróży.
I jest! Szczególnie, że przezorna mama zapisała na okładce datę i miejsce zakupu… PERUGIA +22 WRZEŚNIA 2010+…. bo kto by dziś pamiętał, kiedy to było.

Pomyślałam, że książka dla dzieci w miejscowym języku będzie dla niej świetną pamiątką z podróży.
I jest! Szczególnie, że przezorna mama zapisała na okładce datę i miejsce zakupu… PERUGIA +22 WRZEŚNIA 2010+…. bo kto by dziś pamiętał, kiedy to było.
środa, 29 października 2014
PLASTUSIOWY PAMIĘTNIK.
Niedziela wieczór. Wracam do domu po Mszy świętej. Na dworze gęsta mgła.
Wchodzę do środka. Jest ciemno. Nagle słyszę jak mój mąż mówi:
„Jestem malutki ludzik z plasteliny...Dlatego na imię mi Plastuś”.
Padłam!


Wchodzę do środka. Jest ciemno. Nagle słyszę jak mój mąż mówi:
„Jestem malutki ludzik z plasteliny...Dlatego na imię mi Plastuś”.
Padłam!
piątek, 17 października 2014
D.E.S.I.G.N.
W ostatni weekend wybraliśmy się z dzieciakami do Łodzi.
Uściślając! Zaciągnęłam swoją rodzinę do tego trzeciego, co do wielkości miasta w Polsce, żeby odwiedzić trwający właśnie Łódź Design Festival.



Uściślając! Zaciągnęłam swoją rodzinę do tego trzeciego, co do wielkości miasta w Polsce, żeby odwiedzić trwający właśnie Łódź Design Festival.
środa, 1 października 2014
Z DZIAŁKI, Z LASU I TAKIE TAM.
Jesień. Czas przetworów i zamykania lata w słoikach.
Przetwarzacie? Ja, przyznam się Wam w sekrecie, że w tym roku robiłam przetwory po raz pierwszy.
Wiecie, rozumiecie… jak miałam jedno lub dwoje dzieci, to nie miałam na to czasu. Przywoziłam przetwory od mamy i teściowej i… grała muzyka!
W tym roku jednak poczułam zew. Zew przetwarzania!
Zrobiłam passatę pomidorową. Dużo passaty, bo pomidory pochłaniamy w wielkich ilościach. Zrobiłam też mus z jabłek, soki z malin i syrop z owoców czarnego bzu. Na tyle starczyło mi czasu i sił (głównie do przytrzymywania Mańki na mojej nogawce, podczas gdy ja zagotowuję albo przecieram!).
Ale za rok… Za rok to ja się dopiero rozbujam.
I swoje dziewczyny w to włączę! Uwielbiają pomagać w kuchni. Tym razem też trochę pomagały. Póki, co jednak dorzucamy do ognia w kominku i przeglądamy książkę, planując nasze przyszłoroczne przetwory.
A jaka to książka? - spytacie.
"Z działki, z lasu i takie tam"- odpowiem.

Przetwarzacie? Ja, przyznam się Wam w sekrecie, że w tym roku robiłam przetwory po raz pierwszy.
Wiecie, rozumiecie… jak miałam jedno lub dwoje dzieci, to nie miałam na to czasu. Przywoziłam przetwory od mamy i teściowej i… grała muzyka!
W tym roku jednak poczułam zew. Zew przetwarzania!
Zrobiłam passatę pomidorową. Dużo passaty, bo pomidory pochłaniamy w wielkich ilościach. Zrobiłam też mus z jabłek, soki z malin i syrop z owoców czarnego bzu. Na tyle starczyło mi czasu i sił (głównie do przytrzymywania Mańki na mojej nogawce, podczas gdy ja zagotowuję albo przecieram!).
Ale za rok… Za rok to ja się dopiero rozbujam.
I swoje dziewczyny w to włączę! Uwielbiają pomagać w kuchni. Tym razem też trochę pomagały. Póki, co jednak dorzucamy do ognia w kominku i przeglądamy książkę, planując nasze przyszłoroczne przetwory.
A jaka to książka? - spytacie.
"Z działki, z lasu i takie tam"- odpowiem.
poniedziałek, 29 września 2014
LOKALNIE.
Ostatnie dni były wyjątkowo piękne.
Złota polska jesień w najlepszym wydaniu!
Weekend spędzaliśmy „u dziadków” w mojej i Pana Męża rodzinnej miejscowości.
I tam właśnie postanowiłam urządzić moim dziewczynom rozgrzewkę z „Dziecka na warsztat”.
WARSZTAT NR 1 czyli… LOKALNIE.
Bywam przewrotna. Od razu wiedziałam, że nie będzie to opowieść o wsi, w której mieszkamy. Choć lasy mamy piękne. I dolinę rzeki… Można by snuć długie opowieści i pokazać urocze miejsca.
Postanowiłam jednak opowiedzieć moim dziewczynom o tzw. produktach LOKALNYCH, które trafiają na nasz stół.
Mąka z małego, prywatnego młyna. Żytnia, pszenna, orkiszowa. O dowolnej grubości zmielenia.
Jaja, które zniosły kury spacerujące po trawie tuż obok domu sąsiadów.
Wędliny, które samodzielnie przygotowują i wędzą moi teściowie.
Przetwory z warzyw i owoców z ogrodu moich rodziców.
I Sery. Od Pani Jagody. Z mleka szczęśliwej krowy.
Drogę powstawania tych serów właśnie, pokazałam moim dzieciom.
W tym celu wybrałyśmy się do gospodarstwa, w którym są przygotowywane, a tam dziewczyny wiele się nauczyły!
+ Poznały krowy, które dają nam mleko i ich dzieciaki, dzięki którym -w zasadzie- to mleko jest produkowane.
+ Dowiedziały się, że krowia dziewczynka to jałówka, a chłopiec to cielak.
+ Obserwowały jak dokarmia się małe krówki mlekiem z wiadra ze... smoczkiem.
+ Powąchały i przyjrzały się miejscu, w którym krowy mieszkają na co dzień.
Punktem kulminacyjnym był moment, w którym wspólnie z gospodynią wyjęłyśmy gotowe sery z wędzarni!
.jpg)
Złota polska jesień w najlepszym wydaniu!
Weekend spędzaliśmy „u dziadków” w mojej i Pana Męża rodzinnej miejscowości.
I tam właśnie postanowiłam urządzić moim dziewczynom rozgrzewkę z „Dziecka na warsztat”.
WARSZTAT NR 1 czyli… LOKALNIE.
Bywam przewrotna. Od razu wiedziałam, że nie będzie to opowieść o wsi, w której mieszkamy. Choć lasy mamy piękne. I dolinę rzeki… Można by snuć długie opowieści i pokazać urocze miejsca.
Postanowiłam jednak opowiedzieć moim dziewczynom o tzw. produktach LOKALNYCH, które trafiają na nasz stół.
Mąka z małego, prywatnego młyna. Żytnia, pszenna, orkiszowa. O dowolnej grubości zmielenia.
Jaja, które zniosły kury spacerujące po trawie tuż obok domu sąsiadów.
Wędliny, które samodzielnie przygotowują i wędzą moi teściowie.
Przetwory z warzyw i owoców z ogrodu moich rodziców.
I Sery. Od Pani Jagody. Z mleka szczęśliwej krowy.
Drogę powstawania tych serów właśnie, pokazałam moim dzieciom.
W tym celu wybrałyśmy się do gospodarstwa, w którym są przygotowywane, a tam dziewczyny wiele się nauczyły!
+ Poznały krowy, które dają nam mleko i ich dzieciaki, dzięki którym -w zasadzie- to mleko jest produkowane.
+ Dowiedziały się, że krowia dziewczynka to jałówka, a chłopiec to cielak.
+ Obserwowały jak dokarmia się małe krówki mlekiem z wiadra ze... smoczkiem.
+ Powąchały i przyjrzały się miejscu, w którym krowy mieszkają na co dzień.
Punktem kulminacyjnym był moment, w którym wspólnie z gospodynią wyjęłyśmy gotowe sery z wędzarni!
.jpg)
Subskrybuj:
Posty (Atom)